Tu, gdzie ląd się kończy…
Wpisany przez Zbigniew Piotr Kotarba    sobota, 28 września 2019 15:09    PDF Drukuj Email

Turyści przyjeżdżają tu głownie latem, choć w zasadzie przez cały rok to miejsce wydaje się bardzo atrakcyjne. Dla przykładu zimą, podczas sztormów powietrze nasyca się solanką i ma leczniczy wpływ na nasze drogi oddechowe. Kiedyś, z uwagi na militarne znaczenie do krańca półwyspu nie było łatwo się dostać. Obecnie nie dość, że regularnie kursują tu szynobusy czy funkcjonuje komunikacja autobusowa, to jeszcze trasę z Władysławowa przez półwysep upodobali sobie miłośnicy dwóch kółek.



O historii Helu (jako miasta i portu, a może nawet całego półwyspu) może przy innej okazji. Natomiast dziś chciałbym wszystkim zakochanym w tej części kraju wybrzeżem zwanym, przywołać chyba jeden z najpiękniejszych jego fragmentów. Napisać parę ciepłych słów o miejscu, w którym mieszają się wody Zatoki Puckiej z Bałtykiem; miejscu, które kusi pięknem przyrody oraz widokiem czystej plaży (szczególnie tej od strony północnej czyli otwartego morza), wydm z rzadką ale ciekawą roślinnością i innymi atrakcjami.


alt


Dlatego, że za oknem i w kalendarzu mamy już jesień, to choć na chwilę kilkoma zdjęciami chcę wrócić do lata ( tego późnego), gdy turyści powoli opuszczają piękne tereny, a na plażach milknie ich gwar, robi się cicho i spokojnie.

Wtedy warto do Helu przyjechać, by nie tylko nacieszyć się pięknymi widokami, ale przede wszystkim odpocząć; odbyć niespieszne spacery wzdłuż plaży, a przywiezione ze sobą bambetle pozostawić choć na chwilę bez dozoru na plaży czy wydmach bez obawy, że zmienią właściciela. Taki, nawet bardzo krótki pobyt, może być doskonałym panaceum na stres, złapaniem dystansu do codziennych obowiązków czy inne, bardzo często mało ważne problemy.

Wtedy też niebo wydaje się być bardziej błękitne, woda w morzu czystsza i cieplejsza, a barwa piasku skrząca się różnymi jego minerałami.


alt


Spróbujcie, może przyznacie mi rację!

Poprawiony ( niedziela, 27 października 2019 15:16 )